Wypiek chleba w domu

Wypiek chleba w domu staje się ostatnio coraz popularniejszy. Nie bez przyczyny – każdy, kto choć raz posmakuje własnoręcznie upieczonego chleba prawdopodobnie już nigdy nie spojrzy ze smakiem na ten “codzienny”. Oczywiście, piekarnie oferują także chlebki pieczone według tradycyjnych receptur, z ziarnami lub bakaliami, ale, no cóż, ich cena jest zdecydowanie za duża by kupować je na co dzień.Swoją przygodę z chlebem zacząłem od pieczenia chleba raczej okazjonalnie. Były to pierwsze eksperymenty z mąką pszenną pełnoziarnistą i słonecznikiem, których efekty były po prostu smaczne. Chleb, który wówczas piekłem nie powalał na kolana, ale też nie był odpychający. Był raczej porównywalny z chlebami z piekarni, a satysfakcję dawał mi sam fakt przygotowywania ciasta, obserwowania jak wyrasta i pieczenia.

Pośród kilkudziesięciu wypieków zdarzyło się kilka naprawdę dobrych bochenków i kilka tragicznych. Problemem był brak wagi kuchennej, brak mojego doświadczenia i brak idealnego wzorca. Ostatecznie projekt “chleb 1” upadł. Nie na długo, bo już kilka tygodni później przeczytałem artykuł o chlebie na zakwasie i pomyślałem, że warto spróbować. Do stracenia było pół kilograma mąki żytniej – czyli warto było zaryzykować.

Pełen obaw przystąpiłem do hodowli zakwasu (przepis tutaj), który już pięć dni później wesoło bąbelkował w słoiku koło kaloryfera. Zgodnie z przepisem to właśnie tego dnia zakwas miał być gotowy do działania. Kolejnego dnia przygotowałem ciasto według jednego z licznych przepisów znalezionych w sieci i odłożyłem je do wyrastania. Kilka godzin później bochenki zwiększyły swoją objętość ponad dwukrotnie i już niemalże “wylewały” się z formy. Podczas pieczenia całe mieszkanie wypełnił niesamowity zapach ciepłego pieczywa, który znamy z supermarketowych piekarni, a ja wprost nie mogłem się doczekać. Niestety chleb musi po upieczeniu wystygnąć – postanowiłem schłodzić go na balkonie. Czekałem z zegarkiem w ręku dwie godziny, wpatrzony przez szybę w parujący chleb, który wyglądał wspaniale.

Jak się potem okazało, smakował również wspaniale. Pierwszy bochenek zjedliśmy praktycznie w przeciągu jednego dnia i zaraz zabrałem się za przygotowywanie kolejnego, a potem kolejnego, kolejnego, itd.

Obecnie mam już za sobą ponad dwa lata doświadczenia i “rozpracowane” kilka przepisów na chleb, które chciałbym tutaj opisać.

Udostępnij:Share on FacebookEmail this to someoneWykop!Share on Google+Print this pageShare on TumblrTweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.